Podróże uczą #1 na Wschodnim Szlaku Rowerowym Green Velo

Długo zastanawiałam się jak ugryźć podróżowanie na blogu. Przez moment chciałam nawet zrezygnować całkowicie takich treści, jednak podróże, zarówno małe jak duże, stanowią bardzo ważny element mojego życia, zawsze wracam z nich mądrzejsza, z nowymi pomysłami i przemyśleniami.

Dlatego zdecydowałam, że najlepiej będzie dzielić się z Wami tym, czego mnie samą nauczyły krótkie wycieczki, wyjazdy, wypady i większe, lepiej zorganizowane podróże.greenvelo

W tym roku spędziłam ponad tydzień przemierzając zaledwie fragment Wschodniego Szlaku Rowerowego Green Velo od Chełma do Białegostoku (zbaczając z trasy tylko na dwa dni żeby zobaczyć Kruszyniany).

Oto czego nauczyła mnie podróż trasą Green Velo:

Jak kupować bilety rowerowe na pociąg

Po przygotowaniu rowerów, zrobieniu zakupów, w dniu planowanego wyjazdu udaliśmy się na stację kupić bilety… Okazało się, że nie ma na to szans. Jak się później dowiedzieliśmy od innych rowerzystów na szlaku, bilety na rowery w sezonie kupuje się jak tylko są dostępne, czyli z miesięcznym wyprzedzeniem.
Reguła ta nie obowiązuje w pociągach osobowych Regio, ale tam może dojść do walki o miejsce rowerowe. My jednak ani razu nie mieliśmy z tym większego problemu.greenvelopociag
Ostatecznie udało nam się dojechać tam gdzie planowaliśmy z niespełna dobowym opóźnieniem autokarem firmy Kewin przewożąc rowery w luku bagażowym bez dodatkowych opłat.

Polska Wschodnia jest piękna

Ok, nie dowiedziałam się tego w zeszłym tygodniu, ale po raz kolejny utwierdziłam się w tym przekonaniu. Zamiast komentarza pooglądajcie proszę zdjęcia.

greenvelopole

greenvelochata

greenvelobialowiezanoca

greenvelosloneczniki2

greenvelogryka

greenvelowzgorze

greenvelosloneczniki

Trasa Green Velo jest bardzo dobrze oznaczona, bywa niebezpieczna

Jeśli wydaje Wam się, że Wschodni Szlak Rowerowy to bezpieczna i wygodna ścieżka rowerowa to jesteście, niestety, w błędzie. Na Green Velo bywają bardzo wygodne, porządne ścieżki rowerowe, jednak szmat drogi jechaliśmy wąskimi, łatanymi szosami, na których część kierowców albo nie ma wyobraźni albo nie ma litości do rowerzystów. Nie mam natomiast zarzutów do oznaczenia szlaku. Poza drobnymi problemami z odnalezieniem szlaku w centrach miast i miasteczek, nie mieliśmy problemu z trzymaniem się szlaku.

Kultura kierowców to najczarniejszy element trasy Green Velo, przez który nie mogę tej trasy nikomu polecić z czystym sumieniem

Naprawdę jechaliśmy na te wakacje z pozytywnym nastawieniem, nie mamy pod opieką nieletnich, nie należymy do osób strachliwych. Jednak po tym jak wielokrotnie dosłownie otarliśmy się o lusterka pędzących samochodów, kilkakrotnie niemal zepchnięto nas na pobocze, nie chcę rekomendować rowerowych wakacji na tej trasie.
Szczytem wszystkiego była sytuacja gdy samochód wyprzedzał nas na skrzyżowaniu (!) w taki sposób, że lekko nas zarzuciło do rowu. Zaraz za nim jechała policja, więc ucieszyliśmy się, że kierowcy nie ujdzie to na sucho. Niestety, myliliśmy się, bo policjanci albo nie widzieli w tym nic złego albo tego nie zauważyli. Pomyślałam wtedy ze smutkiem, że jeżeli nawet policja lekceważy takie zachowania to raczej nieprędko zmieni się nastawienie kierowców do rowerzystów i pieszych

Jazda po szosie wśród szaleńców męczy podwójnie

Zauważyłam, że ciągła ostrożność, oglądanie się za siebie, podskakiwanie nagle ze strachu przed pędzącym samochodem wypruwa z energii nie bardziej niż długotrwała jazda pod górkę. Fragmenty na ruchliwych szosach wymagały o wiele więcej czasu na regeneracje niż takie same na ścieżkach rowerowych i polnych drogach.

Słoma to najwygodniejszy i najcieplejsze posłanie na jakim spałam.

Podczas tej podróży po raz pierwszy miałam okazję spać na słomie, którą pozwolił nam się poczęstować gospodarz za Włodawą, i było to niewiarygodnie wygodne. Polecam każdemu, mimo, że pierwszą istotą jaką zobaczyłam rano po otwarciu oczu była śliska, tłuściutka, różowa dżdżownica.greenvelospanienaslomie

Rzeka Bug jest fascynująca i przepiękna

Cała dolina Bugu jest niezwykle zielona, pełna życia, a zarazem odludna, a sam Bug dosłownie zachęca żeby wskoczyć do niego z kajakiem. Jeśli słyszeliście, że gdzieś da sie taki zorganizować to dajcie mi proszę znać!
W miejscowości Zbereże trafiiśmy akurat na Dobrosąsiedztwa i można było po tymczasowym pomoście odwiedzić Ukrainę. Nie było to wg. mnie takie równe dobrosąsiedztwo, gdyż obowiązywały dwie kolejki – dla Polaków (szybka i sprawna) i dla Ukraińców (długa, powolna i szczegółowo kontrolująca). Piszę o tym dlatego, że słyszałam, że w innych latach kolejka była jedna.

greenvelogranicabug

greenvelobugnaturalny

greenvelobugdeszcz

greenvelobug

Chciałabym kiedyś zatrzymać się nad Bugiem na dłużej, bez pospiechu.

Nie potrzeba wiele profesjonalnego sprzętu żeby sobie jechać rowerem przez Polskę

Zawsze jestem z siebie dumna gdy mogę uniknąć wydatków na „superpotrzbne” sprzęty i gadgety. Przejechałam ponad 500 km na używanym rowerze miejskim, bez Endomondo, sprawnego licznika, bez specjalistycznych ubrań na rower, bez bidonu.
Zamiast tego miałam swoje stare ciuchy, sandały, adidasy, butelkę po wodzie mineralnej.
Muszę jednak przyznać, że faktycznie fajnie byłoby wiedzieć ile kilometrów przejechaliśmy, więc na kolejnych takich wyprawach rozważę posiadanie licznika lub zainstalowanie Endomondo.
Bardzo pożytecznym, moim niefachowym zdaniem, wynalazkiem są sakwy na bagażnik. Nie wyobrażam sobie przejechać tyle kilometrów z plecakiem. My, niestety, kupiliśmy dziadowskie – jedna zepsuła się już pierwszego dnia, pozostałe w kolejnych dniach. Na szczęście przy pomocy dodatkowych sznurków i ogromnej ostrożności podczas pakowania dotrwały do końca podróży, jednak bardzo przemyślę zakup kolejnych sakw, bo chciałabym żeby były długowieczne jak dobry plecak.
Z drugiej strony, jeśli cenicie sobie antygadżeciarstwo, to spotkałam pędzącego po 120 km dziennie rowerzystę, który na bagażniku miał stabilnie zamontowany plecak. Czyli da się bez sakw!

W Białowieży długość życia mieszkańców jest znacznie większa niż w innych obszarach Polski

Wiadomość powtarzam za przewodniczką po rezerwacie ścisłym Białowieskiego Parku Narodowego, jeszcze ją zweryfikuję. Jedno jest pewne, w samej Puszczy śmierć nie istnieje, bo gdy tylko coś umiera powstaje nowe życie. Białowieża to miejscowość, w której chciałabym zamieszkać kiedyś chociaż na kilka miesięcy i mieć do czynienia na co dzień z jej cudami. Sami popatrzcie:

greenvelogrzyby

greenvelodab

greenveloplesn

Wolno żyjącego żubra latem dosyć ciężko spotkać, ale jest to możliwe wcześnie rano lub o zmierzchu

My zdecydowaliśmy się na opcję poranną. Nie udało nam się zobaczyć stadka, ale samotnego samca, który pozował nam do zdjęć przyglądając się spokojnie jakby był przyzwyczajony do paparazzi.greenvelozubr

Kaszę gryczaną znamy w Polsce dzięki Tatarom. Nazwa się ją nawet „tatarką”

Dowiedziałam się tego we wsi Kruszyniany, gdzie znajduje się XVIII wieczny meczet. Aby zobaczyć tę imponującą budowlę nadrobiliśmy ponad 60 km przez lasy, łąki i knieje, bez Green Velo, bez niczego, bez sił.
Ciężko mi powiedzieć, że było warto. Od dawna bardzo chciałam poznać to miejsce. Można tam odwiedzić meczet, bardzo stary cmentarz, mini-muzeum i zjeść tatarski posiłek. Jednak panował tam intensywny przemiał turystów – wszędzie było tłoczno, imam był nieobecny, zapoznanie z kulturą Tatarów w meczecie było pospieszne, restauracja przepełniona a jej obsługa zakręcona.greenvelokruszyniany
Po przeczytaniu różnych internetowych relacji z Kruszynian spodziewałam się kameralnej atmosfery, rozmów z lokalsami. Być może tak jest poza sezonem…

W Supraślu, poza Muzeum Ikon, jest świetne Muzeum Sztuki Drukarskiej i Piśmiennictwa…

… w którym można usłyszeć świetną przewodniczkę, która zajmuje się fotografią analogową. Mówi o tym w sposób porywający, choć miałam okazję słyszeć ją tylko przez chwilę.

Jazda na rowerze bez śniadania to najgorszy pomysł z możliwych

Jednego z pierwszych poranków powiedziałam tak „Nie jedzmy teraz śniadania, zjemy za chwilę, w jakiś przyjemnych okolicznościach przyrody, podjedźmy tylko kawałek w jakieś fajne miejsce”. Potem była, wioska, potem szosa, potem wciąż nie było ładnego widoku aż ujechaliśmy kilka dobrych kilometrów. Zrobiło mi się słabo i, mimo, że wreszcie zjadłam to nieszczęsne śniadanie to wcale szybko nie odzyskałam energii, zmęczenie i osłabienie pozostało. No cóż, nie zawsze zachowuję się mądrze…
Od tego czasu wsiadałam na rower dopiero po śniadaniu, nawet jeśli musiałam je w siebie wciskać (bo była np. 4:15 rano, a ja chciałam jechać zobaczyć żubry).

Im szybciej się jedzie i im rzadziej robi się przerwy tym mniej się męczy

Może dla doświadczonych rowerzystów to oczywista oczywistość. Ja jednak dopiero po kilku dniach jazdy dałam się przekonać, że ciągłe rozpędzanie się i stawanie, rozgrzewanie mięśni i odpoczywanie naprawdę męczy bardziej niż przejeżdżanie dłuższych odcinków i robienie rzadkich przerw.

Nauczyłam się oczywiście jeszcze setek innych rzeczy, ale te wydają mi się najważniejsze.

A jak Wasze wakacje? Nauczyły Was czegoś? A może dorzucicie coś ciekawego do rzeczy, które ja opisałam i poznałam? Czekam na Wasze komentarze!

  • Wyprawy rowerowe to fascynująca sprawa, która niesamowicie uczy wrażliwości na otaczające piękno. To właśnie wtedy zachwycam się najbardziej cudami dnia codziennego. 😉

    • To prawda – na rowerze jest na tyle szybko żeby dużo zobaczyć i na tyle wolno żeby się przyjrzeć wszystkiemu

  • Asia – Matka w Kratkę

    Masz rację – zdjęcia doskonale oddają piękno Polski Wschodniej. Mnie też oczarowała – choć nie na rowerze:)

    • A w jakich rejonach byłaś? To była już moja trzecia wyprawa i zdałam sobie sprawę jak ta pierwsza podróż po wschodzie nie tyle mnie oczarowała ale poszerzyła moje horyzonty

  • Aga Antosiewicz

    Wspaniałe! Marze o takiej eskapadzie. Jak tylko mój synek dorośnie, to wyruszamy. Dzięki za garść naprawdę przydatnych informacji!

    • Jak dasz jeszcze kilka lat temu szlakowi to może polepszą jego infrastrukturę, bo w tej chwili naprawdę nie polecam z dzieckiem.

  • Wiola

    Jestem z województwa dolnośląskiego, jednak pewne magiczne miejsce na wschodzie zauroczyło mnie na tyle, że namówiłam mojego męża na tak daleką podróż z naszymi córeńkami. Jest to Siedlisko Sobibór. Zaledwie 10 km od Włodawy, na samej granicy, nad samym Bugiem przepiękne miejsce z dala od cywilizacji, z dala od wszystkiego. Zauroczyło mnie to miejsce, ten spokój, te chatynki piękne, dziewicza rzeka Bug, łąki, a w samym Siedlisku – domki w gałęziach i najpyszniejsze śniadania z lokalnych produktów. Polecam każdemu. Spotkaliśmy w Siedlisku nawet parę, która podróżowała jak Wy rowerami przez tydzień i zatrzymali się na jedną noc w Sobiborze… Wróciłabym tam ponownie, a mój mąż marzy, aby kiedyś ruszyć w taką podróż rowerem, właśnie szlakiem green velo.
    P.S.
    Trafiłam tu, aby zawalczyć o moje poranne wstawanie 🙂 bardzo chciałabym być skowronkiem, ćwiczyć rano jogę i piec bułeczki dla mojej rodzinki na śniadanie; patrzeć jak budzi się życie, jak wschodzi słońce… Jeśli mi się uda zmienić nawyki dam znać 🙂 Pozdrawiam! Wiola

    • Odpowiadam po trzech tygodnia i od razu pytam – i jak idzie zmiana nawyków? Jak poranne wstawanie?

      Pięknie opisałaś sielskość nadbużańskiego krajobrazu. Aż się rozmarzyłam i pożałowałam, że przez Sobibór jedynie przejechaliśmy, nie nocowaliśmy tam. Ale te tereny wciąż wracają mi w myślach i marzę a rzuceniu wszystkiego i przeprowadzeniu się nad Bug. Wydaje mi się jednak, że moja wyobraźnia nie ogarnia nawet jak tam wygląda zima i roztopy.

  • Dominika Barcz

    Faktycznie, im rzadziej się robi przerwy tym mniej się męczy ale sama nie wpadłam na to, zdałam sobie z tego sprawę jak o tym napisałaś. Zatrzymywanie się “wytrąca z równowagi” nie tylko mięśnie ale i umysł, bo musisz się przestawić na inny tryb – fotografowanie, sprawdzanie drogi, przekąskę itd.
    Czego nauczyły mnie moje wakacje? To dobre pytanie, jestem jeszcze w trakcie wymyślania odpowiedzi. Wiem już jednak, że byłam jedyną osobą z ośmioosobowej grupy która pod koniec wyjazdu cieszyła się na powrót do domu i pracy. Dwa tygodnie poza domem i rutyną to bardzo długo, zwłaszcza jak się ma takie wakacje pierwszy raz od wielu lat. Ale muszę przyznać, że naprawdę wypoczęłam.
    Przyjemnie mi się czytało o Waszej wycieczce, chętnie się kiedyś wybiorę w te rejony.

    • Mimo, że uwielbiam być na wakacjach to zgadzam się, że dwa tygodnie wystarczy żeby wypocząć i powrót do rutyny jest spoko. – Jestem w szoku, że to pisze, bo jeszcze pół roku temu uważałam, że CHAOS RULEZ

  • Magda Florek

    ojej – moje tereny 🙂 widzę, że nieźle Cię u mnie ugościli na słomie!
    świetny post i zazdroszczę wyprawy!
    msflowless.blogspot.com

    • A które konkretnie są Twoje?
      Spanie na słomie było fantastyczne!

      • Magda Florek

        właśnie Włodawa 😉

  • z-dusza.pl

    “(…)jednak podróże, zarówno małe jak duże, stanowią bardzo ważny element mojego życia, zawsze wracam z nich mądrzejsza, z nowymi pomysłami i przemyśleniami.” – całkowicie się z tym zgadzam, również uwielbiam podróże małe i duże 😉 Nigdy nie byłam w tych okolicach ale po tym opisie i zdjęciach muszę dopisać je do listy miejsc, które chcę zobaczyć (choć pewnie już nie w tym roku…).
    Pozdrawiam!

    • Dopisz koniecznie! Moja pierwsza podróż po Wschodniej Polsce bardzo poszerzyła mój światopogląd jeśli nie odwróciła wręcz moich przekonań do góry nogami.

  • zgadzam się wschodnia Polska jest piękna – byłam tam w 2012 roku – magiczna część naszego kraju 🙂

  • Uwielbiam takie wypady! Najczęściej jeżdżę po Zachodniej Polsce. 😉 Wolin, Uznam, Sudety… to moje miejsca.

    • Poza tym, że przeszłam pieszo niemal całe wybrzeże Bałtyku (niestety nie za jednym zamachem, ale w partiach), byłam we Wrocławiu i Poznaniu, to Zachód znam raczej słabo. Ale marzy mi się pojechać na winobranie do Zielonej Góry i właśnie poznać dobrze południowy Zachód. Miałam kiedyś zaplanowaną trasę plączącą się na granicy pol-niem, ale niestety coś nie wypaliło.