Czy majówka zniszczyła moje plany? Czyli trzeci tydzień wyganiania leniwej baby

Zdaję trochę spóźnioną relację z trzeciego tygodnia wprowadzania nowych nawyków i wypędzania z siebie leniwej baby. Majówka mocno wpłynęła na moje zmagania i to, co Wam przedstawię w tym podsumowaniu.

Jeśli chcecie przeczytać o moich postanowieniach zajrzyjcie tutaj, tutaj i tutaj.

Graficznie moje starania wyglądały tak:

3 tydzien tabelka

Jak widzicie mój eksperyment został zawieszony na kilka dni, ponieważ podczas majówki zjechałam okolice Trójmiasta rowerem. Było to tak wymagające, że nie miałam siły włączać komputera, a nawet myśleć o swoich narzuconych obowiązkach. Poza tym fizyczne zmęczenie (szczególnie po całym dniu jazdy w górzystej Szwajacarii Kaszubskiej) i atmosfera wakacji zniechęcały mnie do reżimowego kładzenia się spać o 22 i wstawania punkt 6.

Na początku miałam wyrzuty sumienia i myśli „czy warto kontynuować?”, „czy to ma sens?”, „czy nie powinnam się grzecznie wycofać i napisać, że zwyczajnie nie wyszło…”.

Ale trwało to tylko chwilę bo szybko przypomniałam sobie, że przecież budowanie nawyków tak właśnie nie wygląda!

Czy nie jest tak, że planujemy zmianę, ale w jej trakcie wypada urlop, święta, urodziny, długi weekend z grillem? Przecież wydarzenia losowe i niecodzienne to bardzo częsta wymówka gdy nie chcemy wprowadzać zmiany:

„Przestanę jeść słodycze od stycznia, bo w grudniu się nie opłaca bo będą święta”

„Zacznę regularnie ćwiczyć po długim weekendzie, bo teraz bym po tygodniu musiała przestać, bo wyjeżdżam”.

Jednak prawda jest taka, że w naszym życiu rzadko zdarza się 30-dniowy blok jednakowych dni bez świąt, specjalnych okazji, wymagających okresów czy wydarzeń losowych. Dlatego, chcąc zmienić nawyki, mamy dwie możliwości: 1. zrezygnować ze wszystkich świąt, wyjazdów, spotkań i z żelazną dyscypliną wprowadzać zmiany albo 2. być elastycznym i starać się w miarę możliwości  dostosowywać zmiany do różnorodnych okazji, pilnować żeby wracać na nową ścieżkę po chwilowym zbłądzeniu i cieszyć się życiem.

Dlatego ostatecznie zaakceptowałam ten czterodniowy urlop i na jego czas anulowałam wszystkie zobowiązania (jak wolne to wolne!) i przez to moje wyzwanie skończy się cztery dni później niż planowałam. Dzięki temu mogę zaobserwować jak wraca się do budowania nawyków po przerwie (o tym w kolejnym podsumowaniu).

Jakie mam przemyślenia w trzecim tygodniu wprowadzania nowych nawyków?

  1. Choć nie zawsze mi się to udaje, to zwleczenie się rano z łóżka sprawia mi coraz mniej trudności i mam naprawdę dużo energii od samego rana. Ba! Kilka razy obudziłam się bez budzika i to mnie naprawdę cieszyło.
  2. Wciąż marzy mi się chodzić spać później, bo ja naprawdę lubię noce! Ale przestałam się czarować – nie przyzwyczaję się do spania mniej niż 8 czy ewentualnie 7,5 godziny na dobę, sprawdzałam i potrafię tak funkcjonować najwyżej kilka dni. Gdy śpię mniej, to spada moja efektywność, a mój organizm odrobi te niedospane godziny hurtowo w pierwszy wolny poranek. Zatem, po raz kolejny piszę na tym blogu, że w porannym wstawaniu najtrudniejsze jest wczesne chodzenie spać.
  3. W pierwszym tygodniu miałam dużo energii i entuzjazmu do testowania nowych nawyków, jednak z czasem ta energia znika, nowe zachowania nie są już tak atrakcyjne i ciężej się do nich zmotywować. Wręcz mój mózg robi wszystko żebym o nowych czynnościach zapomniała. I tutaj przydałoby mi się wizualne przypomnienie, na które natykałabym się w ciągu dnia (prowadzę tabelkę w zeszycie, ale zeszyt sam się nie otworzy, nie przypomni i mnie nie zawstydzi…). Stąd też wziął się pomysł stworzenia ładnej tabelki do 30-dniowych wyzwań, którą wkrótce udostępnię również Wam.
  4. Kiedy zaplanowałam rowerową majówkę wyobrażałam sobie, że codziennie rano przed wyjściem na rower odhaczę wszystkie postanowienia i dopiero wyjdę z domu. Yhy… akurat! Nic z tego nie wyszło ponieważ czas spędzałam z koleżanką, z którą widuję się tak rzadko, że chciałyśmy do późna rozmawiać, jeść rozwleczone śniadania, a poza tym byłam tak zmęczona, że spałam rano kamiennym snem. Nie uważam, że to źle, że tak spędziłam wolne, bo tak właśnie powinno się spędzać urlop. Błędem było jednak nierealistyczne założenie. Przez nierealistyczne postanowienia możemy wpędzić się w wyrzuty sumienia, mieć poczucie porażki i zniechęcić do podejmowania kolejnych prób.

A teraz chciałabym zaprezentować Wam mój ulubiony region w Polsce, czyli Pomorze, gdzie można podziwiać płaski i wietrzny krajobraz Żuław, wspinać się na wzniesienia w Szwajcarii Kaszubskiej, z których rozlega się piękny widok na jeziora i zrelaksować się na morskiej plaży. I jeśli by się uparło, to można by te wszystkie regiony odwiedzić jednego dnia. Ja poświęcałam jeden dzień na każdą stronę świata. Sami zobaczcie…

Pierwszego dnia było rozeznanie na Kaszubach i trochę na Kociewiu (a tak naprawdę zgubienie trasy do Kartuz).

KaszubyJuszkowo

Drugiego dnia zaczęłam w Kartuzach:

Kartuzy

Zwiedziłam niedokończony i zrujnowany zamek w Łapalicach (na którym oczywiście widnieje wielki napis zakaz wstępu):Łapalice

Zamek w Łapalicach

A następnie po bardzo wymagającej górzystej trasie dotarłam do serca Szwajcarii Kaszubskiej, która jest, według mnie, najpiękniejszym regionem Polski:

Jezioro Małe Brodno

Ostrzyce

Trzeciego dnia, dla odmiany, przejechałam się po gładkiej równinie poprzecinanej kanałami nawadniającymi pola, które leżą poniżej poziomu morza, czyli dzień na Żuławach:

Żuławy Kłodawa

A ostatniego dnia przedostałam się ścieżką rowerową wzdłuż morza z Gdańska do Gdyni, w której, mimo, że znajdowałam się w mieście, momentami mogłam poczuć się jak na dzikiej plaży:

Klif Gdynia

Orłowo

Autorką wszystkich zdjęć w dzisiejszym wpisie jest Agata Wołoszyn, której bardzo serdecznie dziękuję za zgodę na ich publikację.

A jak Wy spędzacie ten słoneczny maj? Jak się mają wasze nowe nawyki? Majówka im nie zaszkodziła?